"Świat jest odbiciem stanu naszego umysłu." - K.Grochola.
Ostatnio najbliższe mi myśli krążą wokół mojego umysłu. Jest to dość paradoksalne i zabawne stwierdzenie, bo oczywistym jest, iż myślenie bierze się z umysłu. Im więcej myślę o myśleniu tym mniej rozumiem, choć powinno być na odwrót.
"Stwórca" choć odział nas w nagość i wstyd dorzucił również coś takiego jak umysł. Prawdopodobnie zrobił to, by nam żyło się lepiej. Ależ czy wariat pozbawiony wszelkich głębszych myśli nie jest szczęśliwszym?
Próbując odpowiedzieć sobie na wiele nurtujących mnie pytań zbaczam z tematu. Czym w takim razie jest nasz umysł? Umysłem kierujemy się przez cały nasz ziemski byt, jest niczym GPS na drodze. Wyznacza nam najprostszy kierunek, podpowiada co mamy robić, kieruje i towarzyszy w niedoli.
Słyszałam wiele zdań, iż wszystko zależy od naszego umysłu, a w szczególności jak zinterpretujemy nasze porażki/ sukcesy/ przeżycia. Jest to podobno "najprawdziwsza prawda". Moi drodzy czy zgodzicie się z tym stwierdzeniem? Zróbmy mały test.
Pierwsza sytuacja: Jestem zakochana po uszy w chłopaku, który mnie zostawił. Co robię? Wpadam w szał, przekonuję go, bądź niczym królowa z utworu Szymborskiej kładę się na torach. Jeżeli wszystko to nasz stan umysłu, to dlaczego wbijanie sobie do głowy "nie kocham go" nie pomaga? Zagłuszamy ból na wiele sposobów. Wychodzę każdej nocy na miasto, płaczę, umieram.
Czy pozytywne myślenie i szczęście to faktycznie nasz stan umysłu?
Druga sytuacja: Oblewam maturę, ale jest to nic w porównaniu do powyższej straty. Mój umysł jest zbyt zajęty utratą ukochanego. Nie zwraca uwagę na niezdany egzamin.
Trzecia sytuacja: Jestem w szczęśliwym związku, ale oblałam maturę. Wpadam w wielką rozpacz. Nie umiem wartościować, wciąż nie jestem szczęśliwa.
Czwarta sytuacja: Zdałam maturę, ale odszedł ode mnie chłopak.
Piąta sytuacja: Mam maturę i chłopaka, lecz wciąż nie wiem czy dostanę się na wymarzone studia.
Człowiek stwarza sobie problemy na każdym kroku, gdyż ma taką naturę. Nie zdaje sobie sprawy ze szczęścia jakiego doznaje w codziennym życiu. Ale czy zmiana sposobu myślenia może uczynić nas szczęśliwymi?Od lat jestem zakochana w S.Freudzie, który to na dobre wprowadził pojęcie świadomości i podświadomości. Zapewne znacie przedstawienie tych zagadnień w formie lodowca. Świadomość to tylko czubek góry lodowej, podświadomość to ta największa, niewidzialna dla nas część.
Nasz umysł to cała góra i tylko jego minimalną część możemy kontrolować.
Na to jak odbieramy nasz własny świat wpływa wiele czynników. Nasza przeszłość, środowisko w jakim żyjemy, geny, ludzie i wiele innych. Nie możemy tego wszystkiego zrozumieć w jednoraki sposób.
Winniśmy zmienić swoje nastawienie na jak najbardziej pozytywne, to na pewno pomoże w stawianiu czoła kolejnym wyzwaniom, upadkom, cierpieniom, ale i nada ciut bardziej różowe światło naszym codziennym wędrówkom ;)...
Temat, który poruszyłam jest bardzo obszernym tematem. Posiada jeszcze wiele różnych aspektów, o których nawet nie wspomniałam. Chciałam napisać coś przyjemnego i ciut ambitniejszego od "normalnych" postów na blogach. Zapraszam do refleksji i dyskusji. Na koniec wrzucam mój ulubiony utwór Chopina, przy którym najlepiej mi się myśli. Całuję!
https://www.youtube.com/watch?v=pm1WoIrgJRE
Miłego weekendu moi Drodzy!

